sobota, 28 stycznia 2017

Joshifer 4

     Jennifer przesuwa palcem po skórzanym pasku w spodniach chłopaka. Oblizuje usta i leniwie wraca spojrzeniem do jego oczu - ciemnych od pożądania.
- Chcę - zaczyna cicho - żebyś dziś się nie hamował.
- Co to oznacza, Jennifer? - pyta aż nadto poważnie z mocno zaciśniętymi zębami.
- Możesz robić ze mną, co tylko zechcesz. Bądź agresywny. Traktuj mnie jak dziwkę.
     Josh marszczy brwi ale, mimo wszystko, na jego usta wkrada się nikły cień uśmiechu. Wpatruje się w nią intensywnie, nieco zmieszany. Owszem, jako mężczyzna często fantazjuje o podobnych sytuacjach, natomiast fantazje to jedynie fantazje. Próbuje przekonać nabrzmiałego, prężącego się w spodniach penisa, że nie byłby w stanie tego zrobić.
Byłby?
- Więc mogę rozkazać ci, co tylko zapragnę, a ty to zrobisz? Wszystko? - dopytuje nieco rozbawiony, widząc zawziętość Jen.
-Tak - mówi pewna siebie ale sekundę później klęka przed nim i dodaje ulegle. - Możesz być moim panem, możesz być moim tatusiem, co tylko wymyślisz, ja się dostosuję.
- Och, Jennifer. - Podnosi ją i stawia na nogi, a następnie zachłannie wpija się w jej usta. - Mówiłaś o byciu agresywnym. Czy tatuś może być agresywny?
- Jeśli tylko jego dziewczynka była niegrzeczna...
     Jej zadziorny uśmiech sprawia, że cała krew z organizmu Josha pośpiesznie spływa wprost do jego przyrodzenia. Kiedy ponownie się odzywa, jego głos brzmi zupełnie inaczej - pewniej, bardziej szorstko... brzmi jak surowy ojciec. W blondynce aż wzbiera podekscytowanie.
- Byłaś złą dziewczynką Jenny. Musisz ponieść karę - stwierdza. - Ściągaj spódniczkę.
      Dziewczyna wykonuje jego rozkaz z uśmiechem na ustach, choć po stokroć usiłuje go ukryć i dobrze wczuć się w role. Oboje są aktorami, to nie powinien być dla nich problem. Kiedy Jennifer staje przed nim w różowych koronkowych majtkach i cienkiej bluzce, opinającej jej piersi, brunet szaleje. Podchodzi do niej i jednym, sprawnym ruchem zdziera z niej materiał, oddzielający jej sutki od jego spragnionych warg.
Chłopak zaczyna pieścić ją przez ten materiał, z lubością przyglądając się różowej koronce, ozdobionej kokardkami. To tak, jakby przewidziała rozwój spraw. Jennifer rozwiera wargi i sapie, a jej partner natychmiast się zatrzymuje.
- Zamilcz. To kara- chrypie ale ponownie rusza palcami. - Zajęczysz dopiero wtedy, gdy pozwoli ci na to tatuś.
Dziewczyna robi skruszoną minę i przeprasza go pod nosem. Ponownie oddaje się rozkoszy, gdy jej "tatuś" odsuwa materiał i wsuwa palec do jej wnętrza. Kilka minut po tym szczytuje w ciszy, uczepiona jego ramienia, niczym pontonu. Josh oblizuje palce z uznaniem i szybko rozbiera się do naga po czym siada na brzegu łóżka.
-Usiądź między moimi nogami - mówi ale po sekundzie dodaje, jakby poczuł się zbyt mało władczy. - Liczę do trzech. Jeden... Dwa...
Bez marudzenia usadawia się we wskazanym miejscu. - Dalej słodziutka, pokaż jak kochasz tatusia.
      Zaciska palce na samej nasadzie jego penisa, a chłopak syczy przez zaciśnięte zęby. Sunie dłonią w górę i dół, najpierw powoli, jakby z obawy, a następnie coraz szybciej i pewniej. Jennifer próbuje jak najlepiej wczuć się w swoją sypialnianą rolę. Nakłada na twarz maskę z błyszczącymi oczami i szerokim, niewinnym uśmiechem. Josh chwyta w garść jej włosy - po obu stronach jej głowy - i odciąga je mocno w tył. Wpatruje się w nią intensywnie. - Szybciej.
       Kiedy ona rusza pokracznie obydwiema dłońmi na jego penisie, on zaczepia jej piersi - ściska i trąca brodawki. Nagle dziewczyna wkłada członek do ust - wpierw sam żołądź, a później połowę długości.
- O tak, liż go jak lizaka, księżniczko - sapie pod nosem, a kiedy rzeczywiście zaczyna lizać jego męskość, jęczy jej imię.
- Tak dobrze, tatusiu? - pyta i wpycha go głębiej.
- Bardzo dobrze... Och, ależ ty mnie kochasz. Głębiej, księżniczko.
      Ta pochwała motywuje ją do działania, wsuwa i wysuwa go szybko, coraz głębiej i głębiej, aż momentalnie zaczyna kaszleć. Jeszcze raz, myśli. Ponawia próbę i tym razem z sukcesem. Chwyta ją za głowę i agresywnie posuwa ją w usta, symulując stosunek. Josh dochodzi z bajecznym jękiem, odrzucając głowę do tyłu i ciągnąc swoją małą za włosy, by przytrzymać ją przy swoim penisie, gdy będzie szczytował w jej ustach. - Połknij to, dla tatusia, mała dziewczynko.
      Kiwa głową i połyka cały ejakulat, a kilka kropelek, które wylądowały na jej wargach, ściera Josh i wkłada kciuk do jej ust. Dziewczyna ssie ten palec i przygryza delikatną końcówkę, wylizuje go do czysta.
Chłopak kładzie ją na łóżku i przykrywa swoim ciałem.
- Teraz cię pocałuję - zapowiada. - Ale pamiętaj, zero jęku, aż ci pozwolę.
- Tak, tatusiu.
     Składa pocałunek za jej uchem, a zaraz potem schodzi niżej aż do szyi, gdzie wsysa się w skórę, by zostawić tam kolisty, krwisty ślad. Jen walczy z jękiem, bardzo ale to bardzo. Zamiast wydawać dźwięki, zaciska palce na wszystkim, co akurat pod ręką - na pościeli, jego włosach czy swoich własnych ze zwykłej frustracji. Skóra na udach jest bardziej wrażliwa, niż kiedyś, bo teraz nie może dać upustu rozkoszy.
 Nie wspominając o rozkosznej torturze, kiedy całuje ją u wejścia do pochwy, wcześniej rzucając jej różowe majtki gdzieś za siebie.
-Przecież miałeś mnie pocałować!
- I całuję, tam na dole.
 Nogi Jennifer zaczynają się trząść, ciepło rozchodzi się po jej ciele.
- Tatusiu! - krzyczy, ciągnąc go za włosy. - Czy mogę dojść? Błagam! Już nie mogę.
- Jeszcze nie... - szepcze i wraca do jej zasznurowanych ust, by językiem dotknąć jej języka.
      Rozkłada jej nogi i kładzie między nimi. Ponownie przytyka dłoń do jej najwrażliwszego miejsca i zaczyna nią poruszać. Kiedy wie, że jego ukochana jest u kresu, wchodzi w nią, by poczuć jej orgazm na sobie. - Pozwalam ci dojść - mówi miękko. - Zajęcz dla mnie.
- Tatusiu! - wyrzuca nareszcie z siebie, gdy kolejny orgazm wstrząsa jej ciałem. Ale Josh nie przestaje się poruszać, turbuje ją kolejnymi falami rozkoszy. Wyraźnie czuje, jak jej nogi, owijające jego biodra, trzęsą się. Jedno sapnięcie, kolejne. Jennifer krzyczy z wyraźnego uznania, gdy brunet zaciska rękę na jej szyi. Góruje nad nią, pod każdym względem.
     Przewraca ją na brzuch, łączy jej nogi i sam siada na niej, tuż pod pośladkami. Wchodzi w nią. Jedną ręką przytrzymuje jej głowę przy materacu a drugą masuje odbyt, przygotowując ją na to, co ma nadejść. A następnie wsuwa tam palec, powoli, by rozluźnić zaciśnięty mięsień.
Jest tak ciasno, myśli i przymyka powieki, kiedy Jen wychodzi naprzeciw jego ruchom, kołysząc delikatnie biodrami. Piszczy jak myszka, gdy Josh przyśpiesza. Zaciska ręce na jej pośladkach, zastanawiając się, czy rzeczywiście się jej to podoba, czy tylko udaje, i wbija się w nią coraz bardziej agresywnie. Całe łóżko chodzi i uderza o ścianę, kiedy on wykonuje kolejne pchnięcia. Gdyby jej się nie podobało, nie prosiłaby go, żeby to robił. Nagle wyciąga penisa i zmienia kierunek. Zawsze marzył o stosunku analnym ale nie miał serca prosić o coś takiego, ale w tym momencie, kiedy powiedziała, że może zrobić z nią co tylko zechce....
Wchodzi do samego końca mokrym od jej soków, penisem. I czeka. Dziewczyna nieruchomieje ale wypina pośladki w jego kierunku, jakby zachęcająco. Wykonuje pierwszy, głęboki ruch. Wycofuje się i ponownie w niej zagłębia. Raz jeszcze. Pluje na swojego penisa i wykonuje kolejny ruch. Rozkoszuje się tym nowym, bardzo przyjemnym doznaniem. To coś zupełnie innego, niż zwykły seks. - O boże.
      Podnosi ją za pośladki, tak, że biodra ma uniesione ale policzek przytyka do pościeli. Ponownie w nią wchodzi. Upaja się jej jękami i przyśpiesza.
- Wszystko w porządku, kochanie? - Na chwilę wychodzi z roli i wraca zwykły Josh. Chociaż może to nic dziwnego? Czy Tatuś dba o samopoczucie swojej małej?
- Tak, jest bardzo... och, przyjemnie. Proszę, Jo... Tatusiu, przyśpiesz.
- Wszystko dla mojej księżniczki - kwituje. - Skoro tak ładnie prosisz.
Jej prośba to dla niego spełnienie marzeń. Przyśpieszając, sięga ręką do jej kobiecości i zaczyna ją dotykać; niech czerpie z tego całymi garściami.
      Brunet jęczy - głośno i leniwie. Zaciska pięść na jej blond włosach i przyciąga ją do siebie. Składa pocałunek na jej szyi, przeciąga go i liże delikatną skórę. Patrzy na jej twarz, jest mokra. Jej różowa szminka znajduje się również na policzku. Oddycha ciężko, zamyka oczy i sapie mu prosto do ucha. Wygląda pięknie, taka uległa, rozpływając się w jego rękach.- Kocham cię, tatusiu. Bardzo, bardzo, bardzo - przeciąga słowa jak kotka z nutą dziecięcej intonacji.
I dochodzi, odrzucając głowę. Josh również - ze słowami uznania i miłości na ustach.