niedziela, 18 października 2015

Joshifer 3

      Josh prawie warczy, gdy zaciskam dłoń na jego udzie. Im bardziej próbuje skupiać się na drodze, tym mocniej wbijam mu paznokcie w skórę i błądzę jeszcze wyżej.
- Jeny, prowadzę auto. Nie powinnaś się tak zachowywać.
      Wzdycham i wydymam usta, patrząc na jego poważną twarz. Przewracam oczami i opieram głowę o szybę. Wpatruję się w przestrzeń przed sobą. Jest jeszcze jasno, choć zaczyna się ściemniać. Wracamy z Joshem z wywiadu. On ma na sobie obcisłe, czarne spodnie i białą koszulkę z dekoltem w serek. Założył jeszcze do tego skórzaną kurtkę. Ja jestem ubrana w czarną sukienkę, która uparcie podnosi mi się do góry przy większym ruchu nogi.
      Chłopak otwiera szerzej okno i wystawia łokieć. Kładzie palec na ustach, gdy zauważa, co robię.
Usiłuję przecisnąć się na tył samochodu.  Przez chwilę siłuję się z zamkiem sukienki, ale w końcu sobie radzę i zrzucam ją. Ściągam również biustonosz i zostaję prawie całkowicie naga. Klęczę na tylnych siedzeniach - przodem do kierowcy - i przez dłuższą chwilę ścieram nieistniejący bród z ręki. Kątem oka dostrzegam oczy Josha w lusterku, skierowane na mnie. Nerwowo otwiera wszystkie schowki w pojeździe - trzaska się i szeleści - aż w końcu znajduje paczkę papierosów. Wyciąga jednego i odpala go. Zaciąga się głośno i wypuszcza dym nosem.
- Masz szczęście, że jesteśmy na równej, pustej drodze - mówi głębokim nosem i automatycznie przyśpiesza, a pęd ciska mnie do tyłu - chłód skóry, którą są obite siedzenia, przyjemnie przywiera do moich pleców. Kiedy skręcamy do lasu, czuję satysfakcję. Zagryzam wargę i przysuwam się do niego. Kładę obydwie ręce na jego ramionach, a potem przesuwam je na jego piersi. Wyrzuca niewypalonego papierosa. Całuję go w szyję i delikatnie ssę skórę. Josh klnie pod nosem i jeszcze bardziej przyśpiesza. Jedną rękę trzyma na kierownicy, a drugą chwyta moją dłoń i przykłada do ust.
     Stajemy dopiero na polanie, gdzie Josh parkuje na środku i nie gasi auta.
Otwieram drzwi i od razu uderza we mnie jesienne powietrze. Josh podaje mi swoją kurtkę, a ja zarzucam ją na ramiona. Staję na trawie i automatycznie się rozglądam, szczelniej okrywając nagie piersi kurtką. Mój wzrok w końcu pada na Josha, który z bezczelnym uśmiechem przygląda mi się z ciepłego auta. Szarpię za klamkę, ale nie puszcza. Jest zamknięty. Usta automatycznie mi się otwierają.
- Co ty zamierzasz? - pytam bezgłośnie, a chłopak zaczyna się śmiać tak głośno, że słychać go aż na zewnątrz. Wskazuje na maskę samochodu, a ja zastanawiam się jak głupia co mam robić - aż do momentu, gdy włącza muzykę. Z głośników wydobywają się pierwsze nuty piosenki Beyonce " crazy in love " i aż upadam na ziemię, dusząc się ze śmiechu, nie wierząc czego ode mnie oczekuje.
     Nie zastanawiam się a z tak nadto długo. Wspinam się na maskę auta i wsłuchuję się w melodię. Ciało samo zaczyna mi się ruszać. Kręcę i trzęsę pośladkami oraz piersiami, usiłując być najbardziej kobieca, jak to możliwe. Pilnuję również, by wyraz mojej twarzy był kuszący. Czasem przejeżdżam ręką tu czy tam. I bawię się skórzaną kurtką Josha, pocierając gładką powierzchnią o sutki.
     Kiedy w końcu zerkam na Josha, widzę, że bezgłośnie jęczy ( w każdym razie muzyka jest za głośno, bym ja słyszała te odgłosy ) a jego ręka porusza się w spodniach. Wysyłam mu błagalne spojrzenie, gdy przejeżdża językiem po obnażonych zębach. Wykonuje jeszcze tylko trzy ruchy ręką i wychodzi z auta, trzaskając przy tym drzwiami.
 - Chodź do tatusia, kochanie - mówi zachrypniętym, niskim głosem. - Chodź do mnie, księżniczko.
- Czekam tu, tatusiu.
       Dopada mnie niemal od razu. Chwyta za moje uda i przyciąga mnie do samego brzegu maski, a sam staje między moimi nogami. Kładzie sobie moją łydkę na klatce piersiowej i nachyla się, żeby odkryć i ująć w dłonie moje piersi. Kiedy zaczyna ssać moje sutki, wiem, że nie będę mogła złapać oddechu przez dłuższą chwilę. Składa mokre pocałunki od szyi do gumki majtek - i z powrotem. A ja oddaję mu się całkowicie. Jęczę cichutko, wpatrując się w granatowe niebo nade mną. Mam ciarki na całym ciele, za sprawą fuzji zimnej powierzchni auta, chłodnego powietrza i gorących ust Josha, studiujących moją skórę. Kiedy dopada mój dekolt, zostawia tam dwie malinki - jedną na lewej piersi, drugą ponad nią.
- Zimno ci? - pyta się, jednocześnie ściągając koszulkę. Podpieram się na ramionach i łapczywie pochłaniam jego piękno. Nakrywa mnie całym swoim torsem i od razu jest mi cieplej. Obejmuję udami jego biodra, a on przyciska mnie jeszcze mocniej do metalowej powierzchni. Końcówki moich obcasów wbijają mu się w dolną część pleców. Dopada moją szyję, którą czule całuje. Moje dłonie błądzą po jego plecach. Powoli przejeżdżam po całej długości kręgosłupa, umykam na bok, gdzie czuję pod palcami wszystkie napięte mięśnie, gdy przyciąga łopatki do siebie. Nasze usta w końcu się spotykają. Prawie od razu daje mu pełen dostęp do mojego języka, który pociera swoim. Całuje mnie po całej twarzy - po czole, policzkach, nosie i brodzie. Ponownie schodzi na szyję, a zaraz potem coraz niżej, aż dociera do gumki moich majtek, gdzie nie skąpi  pocałunków. Ostatni składa na mojej kobiecości, okrytej koronkowymi figami.
      Zahacza palcem o brzeg moich majtek i zsuwa je powoli, a ja pomagam mu, podnosząc biodra. Każdy odkryty kawałek ciała, obsypuje pocałunkami. Znów kładę się na masce, a on zatapia dłoń w mojej kobiecości. Kiedy nieoczekiwanie wsuwa we mnie kolejny palec odrzucam ręce za głowę, głośno wciągając powietrze. Na moment zamykam oczy i odchylam głowę, praktycznie wyginając kręgosłup wpół, ale zaraz potem wbijam wzrok w chłopaka, który z zawadiackim uśmiechem, przeszywa mnie całą gorącym spojrzeniem.
     Kciukiem lewej ręki zatacza koła wokół łechtaczki, natomiast drugą ręką nie przestaje poruszać we mnie. Z sekundy na sekundę jest coraz cieplej i czuję pierwsze kropelki potu na wardze. Nawet nie próbuję uciszać jęku, wydostającego się z moich ust. Rozglądam się tylko co jakiś czas, żeby upewnić się, że w pobliżu nie ma żadnej osoby trzeciej.
      - Josh... - szepczę, chcąc żeby przestał, a moja ręka wystrzeliwuje w jego kierunku. Nie łapię go jednak za nadgarstek, jaki miałam zamiar, bo w tym samym momencie chłopak postanawia schować twarz między moimi udami.
- Cholera...
     Wyciąga dłoń i kładzie ją na moim brzuchu - delikatnie łaskocze mnie w skórę - a ja łapię go za nią. Nasze palce splatają się ze sobą. Kiedy Josh na chwile przestaje, najprawdopodobniej by zaczerpnąć powietrza, podnoszę tułów i siadam na samym brzegu maski, a chłód metalu styka się z ciepłem mojego miejsca intymnego. Całuję kosteczki jego dłoni.
     Wyciera moją mokrą twarz, a następnie chwyta ją w ręce i przyciąga bliżej siebie, by znów mnie pocałować.  Kiedy odrywa się ode mnie, próbuję uregulować oddech ( przychodzi mi to z wielkim trudem ). Moje palce dopadają jego policzki, które gładzę. Opuszką obrysowuję kontur jego ust.
     Josh pomaga mi zejść z auta i pozwala zająć się sobą. Kładę ręce na jego klatce i popycham go do tyłu. Staje dopiero wówczas, gdy samochód go zatrzymuje. Powoli podchodzę do niego. Zagryzam jego wargę i delikatnie ją ciągnę. A później całuję jego szczękę, czując jak krótkie włoski drażnią moje usta. Przechodzę na bok - do ucha, którego płatek przygryzam i ssę. A potem niżej - na szyję - i jeszcze niżej do klatki piersiowej. Językiem obtaczam jego sutki i pępek. Kiedy przed oczami mam guzik jego spodni, zaczynam bawić się zamkiem. Kilka razy odsuwam go i zasuwam ( nie ruszając guzika ), aż w końcu zaczyna się niecierpliwić i przyciąga mnie do siebie. Opieram się piersiami o jego pierś i czuję jak samodzielnie majstruje przy zapięciu spodni. Zsunięcie pozostawia mnie, więc ponownie kucam i zahaczam palcami o szlufki - bokserki ściągam razem ze spodniami. Automatycznie przed oczami widzę jego członek w wzwodzie. Cicho jęczę na ten widok i od razu całuję sam czubek.
     Nagle czuję ochotę pocałowania go w biodro, więc to robię i zaraz po tym ściskam jego jeden pośladek. Wsuwam do ust sam koniuszek penisa, który lekko ssę ( Josh odpowiada mi jękiem ), a następnie wsuwam większy kawałek. Jego dłonie usadowiają się na mojej głowie. Kładę obydwie ręce na jego pośladkach i aż sama się sobie dziwię, gdy wkładam do ust cały jego członek - do samego końca. Powtarzam tę czynność kilkukrotnie. Niestety kiedy krztuszę się trzeci raz, chłopak zaciska palce na moich ramionach i pomaga mi wstać.
- Przestań, głupia. Nie musisz tego robić, wcale nie podnieca mnie, kiedy cierpisz - stwierdza twardym głosem, a kiedy zaczyna całować moją szyję, szepcze, śmiejąc się " za dużo naoglądałaś się filmów dla dorosłych kochanie ".
     Kiwam głową i wpijam się w jego usta. Od razu oddaje pocałunek.
     Przekręca mnie, więc staję tyłem do niego. Jedną dłoń kładzie na moich lędźwiach, drugą usadawia na mojej szyi i każe mi położyć się tułowiem na aucie. Podnosi jedną moją nogę i zahacza ją o maskę. Ściąga do końca spodnie i przykleja się do mnie. Zaciska ręce na moich biodrach i wchodzi we mnie, ale bardzo, bardzo delikatnie. Kiedy jest już we mnie cały, przez chwile zostaje w bezruchu, gładząc jedynie moje plecy i pośladki.
       Kiedy żadne ruchy nie nadchodzą, postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce. Kładę ręce na metalu i posuwam się do przodu, a następnie do tyłu,sprawiając, że jego penis wysuwa się i wsuwa we mnie. Pomagam sobie rękami. Już po kilku ruchach czuję szalenie ogromną przyjemność i wychodzi na to, że Josh również, ponieważ zaciska ręce jeszcze mocniej i sapie pod nosem. Robię biodrami cztery kółka - zupełnie jakbym, wychylona, tańczyła. Przyjemność staje się coraz silniejsza aż w końcu Josh przejmuje inicjatywę i zaczyna nade mną górować.
     Wpierw przyciska mnie biodrami do maski samochodu, a potem ręką przytrzymuje mnie za kark jeszcze bliżej metalu. W następnej chwili zaczyna się poruszać: z każdą sekundą coraz szybciej, mocniej i pewniej - ale nie jest agresywny! Jest wręcz delikatny, choć sprawnie mną włada.
     Samochód, w miejscach, gdzie moja skóra się z nim styka, jest gorący. Jestem wręcz pewna, że gdy będę wciąż tak leżała, faktura ulegnie zniszczeniu, stopi się.
     Nagle Josh wychodzi ze mnie i przewraca mnie na plecy. Zszokowana, patrzę na jego twarz.
Pomaga mi usiąść z powrotem na aucie i sam wchodzi za mną. Opieram się o przednią szybę i owijam szczelnie kurtką. Josh kuca naprzeciwko mnie i nachyla się, żeby mnie pocałować, ale zatrzymuję go, kładąc mu stopę na klatce piersiowej - obcas postawiłam dokładnie pośrodku. Chłopak śmieje się gardłowo i chwyta obydwiema rękami moją stopę. Dotyka moją łydkę, a potem kładzie ją na swoim ramieniu i przyciąga mnie do siebie. Wchodzi we mnie gwałtownie, więc wykrzykuję jego imię. Nie trwamy w tej pozycji długo, bo po kilku minutach ja znów leżę na plecach, z ugiętymi nogami, a Josh wślizguje się miedzy moje uda. Oplata mój brzuch ramionami, podnosi mnie do góry ( głowa, łopatki i palce nóg wciąż leżą na masce ) i wsuwa się we mnie. Porusza mną w przód i tył. Wyciągam ręce za sobą, usiłując znaleźć cokolwiek, na czym będę mogła zacisnąć ręce, ale nie znajduję nic, co by mi to umożliwiło. Zaciskam więc palce na jego ramionach; na nabrzmiałych mięśniach, które napinają się jeszcze bardziej pod wpływem mojego dotyku. Skupiam wzrok na jego twarzy, gdy zaczynam odczuwać ciężar w podbrzuszu. Kładzie mnie płasko na plecach i ( nie zatrzymując się ), zaczyna masować moją łechtaczkę.
- Josh, ja...
- Ćśś, skarbie. Dojdź.
     Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczynam krzyczeć jego imię i wbijać paznokcie w jego plecy oraz ręce.
     Wychodzi ze mnie, a ja od razu dopadam jego członka. Wkładam go do ust. Jedną ręką zaczynam masować jego jądra. Słyszę jak jęczy i klnie. Wkrótce dochodzi w moich ustach, a ja szybko połykam cały ejakulat. Jego twarz wyraża sprzeczne emocje. Widzę i podniecenie, i wstyd, i pewnego rodzaju... złość.
- Wcale nie musiałaś tego robić - mówi cicho, z wyrzutem sumienia i przyciąga mnie do siebie. Raz całuje mnie w nos.
     Siadam na nim okrakiem, a on opiera się o szybę. - Przestań mnie tak traktować - proszę i przejeżdżam językiem o jego szczękę.
- Jak traktować, Jeny?
- Tak, jakbym miała umrzeć od tego, że zrobiłam coś dla twojej przyjemności.
Szczelnie owija mnie ramionami, a ja ujmuję jego twarz w dłonie, żeby pocałować do w usta. Zatrzymuję się jednak i przez chwilę wpatruję się w jego oczy.
- Jesteś jak moja własna porcelanowa laleczka, delikatna, piękna, krucha - zaczyna. - Boję się, że się zniszczysz od robienia takich rzeczy.
Śmieję się w głos i w końcu całuję go namiętnie. - Więc jaką widzisz w tym moją rolę? Mam leżeć pod tobą i pięknie wyglądać? Być bierną?
    Uśmiecha się, ukazując zęby. - Yhym, coś w tym rodzaju. Masz leżeć, pięknie wyglądać i odpływać... - mówi i parska śmiechem. - Żartuję. Chodzi mi o to, że źle się czuję, kiedy robisz takie rzeczy, jak połykanie mojej...
     Nie daję mu dokończyć, bo wchodzę nim w siebie i zaczynam podskakiwać, wspierając się o jego barki. - Druga runda.
      Wpierw zaciska palce na moich biodrach, a następnie owija mnie całą.
Na dworze jest cicho. Jesteśmy sami. Słychać tylko świst wiatru, szum liści, nasze nierówne oddechy oraz odgłosy odbijanych się od siebie ciał.
     Chociaż jest już prawie ciemno, widzę jego twarz - mokrą od potu. Przypatruję się jego ustom, nosowi, policzkom, oczom. Gdzieniegdzie dostrzegam strużkę potu, płynącą ku jego brodzie, która następnie spływa mi na piersi. Przytula mnie jeszcze ciaśniej i sapie mi w ucho, w przerwach szepcząc, że mnie kocha. Odpowiadam mu tym samym.
     Nasze wrażliwe miejsca intymne ponownie eksplodują. Jedno po drugim. Jesteśmy wykończeni, więc leżymy przez chwilę, wpatrując się w niebo, a następnie wracamy do auta.
W aucie kochamy się jeszcze raz.

      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz